poniedziałek, 12 listopada 2012

Niepozbierany art.

"Jesień"
 zrobiło się trochę ciemno
w środku i na zewnątrz
nieco zbyt chłodno
na długie eskapady
w górę i dół
za dużo szarości
pływa między nami
za mało miłości w nas 
 
 

sobota, 10 listopada 2012

a hug in a cub.

w tym roku jakoś brakuje czasu na jesienną depresję. najpierw śnieg, który spadł zadziwiająco wcześnie, równie szybko znikając z dróg i chodników, potem tona nauki. teraz słońce przeplata się z deszczem, czasem jest trochę zbyt szaro, ale to specyfika jesieni. mimo wszystko, to jedna z moich ulubionych pór roku. bo obok przytłumionych kolorów, pełnych szarości i brązu, pełno jest koloru, złota czy pomarańczu. miło wieczorem wypić gorącą kawę, zapalić zapachową świeczkę, poczytać pod kocem. miłe są również spacery, choć czasem szczypie w ręce i nogi.

jesień skłania mnie do refleksji. nie to, żeby inne pory roku tego nie robiły, ale ta w sposób szczególny. myślę nad tym, co w życiu przeszło mi koło nosa, albo co sama od siebie odepchnęłam. o decyzjach, które z czasem straciły swą słuszność. niektóre jednak potwierdziły mnie w przekonaniu, że nie wszystko można przewidzieć, a pozornie złe wybory, mogą okazać się dobre. o wiele lepsze niż się tego spodziewamy.

czasami, jak dziś, myślę nad tym jak cienka granica oddziela miłość od nienawiści. jak łatwo osobę, na której tak bardzo nam zależało całkowicie skreślić. kiedy jest się z kimś, niekoniecznie w związku, ale po prostu przyjaciółmi, wydaje się, że to nigdy nie przeminie. że zawsze będzie trwać w niezmienionej formie. ale coś się zmienia, nagle, bez zapowiedzi. tylko co? czy to my stajemy się inni, czy świat, w którym żyjemy?

the neighbourhood- sweater weather      

piątek, 2 listopada 2012

Niepozbierany art.

jeśli mogłabym ujrzeć oczy
pełne zachodów słońca
spadających gwiazd
usta jak bliźniacze półksiężyce 
a policzki zroszone deszczem
nad nimi rzęsy 
pełne rosy o poranku

gdybym potrafiła 
dostrzec głębię spojrzenia
delikatność silnych dłoni
widziałabym jego
jak sen o aniołach 

niniejszym przedstawiam nowy cykl postów, w których zamieszczać będę moje wiersze. mam nadzieję, że tytuł się podoba, a posty te będą pojawiać się regularnie.
pozdrawiam.

niedziela, 14 października 2012

Niedzielna Grupa Wsparcia.

#1. ostatnie dni mijają tak szybko. godziny zlewają się ze sobą, czasami jest tego wszystkiego tak dużo. nigdy tak bardzo nie zdawałam sobie sprawy z upływu czasu jak teraz.

#2. szkoła przynosi dużo nerwów, bezpodstawnego stresu. staram się znaleźć na to sposób. jakoś w końcu trzeba znaleźć w sobie siłę na to, by wstać rano z łóżka.

#3. zastanawiam się jak dwie osoby tej samej płci, w tym samym wieku, tak diametralnie mogą się od siebie różnić. jak to możliwe, że mają zupełnie inne systemy wartości, inaczej wszystko odczuwają czy postrzegają? a kiedyś były tak do siebie podobne.

#4. byłam dziś na cmentarzu. może to trochę specyficzne miejsce na samotny spacer? a może jednak nie. przeszłam się alejką z malutkimi grobami dzieci. niektóre z nich żyły krócej niż tydzień. na wielu nagrobkach nie ma nawet imion. pomodliłam się przy jednym z takich bezimiennych, z brązowym, drewnianym krzyżem i starym zniczem. oby twoja duszyczka była w niebie. 

piątek, 5 października 2012

But I'm the one that's acting like I'm so strong. You're the one that's acting like nothing's wrong.

jesień nieodmiennie kojarzy mi się z przemijaniem. liście zmieniają barwy na ciepłą czerwień, pomarańcz i żółć, by skończyć jako brązowy nieład zalegający na chodnikach. ale czy to nie piękne? liście te tkwiły na drzewach przez okrągły rok, rozwijały się, by w końcu spaść. cykl ich życia zakończył się, wypełniły swe przeznaczenie.

nie chcę, by brzmiało to zbyt górnolotnie. czasami po prostu wydaje mi się, że martwa natura czy zwierzęta, potrafią cenić życie bardziej niż my. rośliny onieśmielające pięknem, czy ptaki śpiewającego każdego ranka z radości, że w ogóle się obudziły. a jak my celebrujemy dzień? narzekaniami i prośbą o jego zakończenie. bo jesteśmy pewni, że kolejny dzień z rzędu się nam należy. że zasługujemy na setki takich dni.

można powiedzieć, że rośliny czy zwierzęta, wspomniane wcześniej, nie rozumieją czym jest życie, że czas jest dla nich nieistotny, pusty. dla nich dni to nie godziny, tylko wschody i zachody słońca. ludzie mają swoje plany i zajęcia, punkty w trakcie dnia, które wypełnić muszą. ciężko znaleźć czasem czas na jakąkolwiek celebrację.

ale może można po prostu uśmiechnąć się do mijanej osoby, na chwilę oczyścić umysł i zapomnieć o problemach słuchając ulubionej piosenki czy nowej płyty dopiero co poznanego zespołu. może jesień powinna być dla nas czasem na to, by wszystkie negatywne emocje w nas uschły, byśmy na te zimowe miesiące stali się nadzy, na powrót jak dzieci. by wiosna, która w końcu przybędzie dała nam nowe spojrzenie na stare sprawy. nowe siły na nowe problemy.