w dni gorące jak ten, mam ochotę jedynie siedzieć z mrożoną kawą w ręku i gapić się przed siebie. czasami zerknę w niebo, nierzadko nieskazitelnie błękitne i zastanowię się, czy ktoś, gdzieś również w nie patrzy. może potrzebujesz rady? pomocy? jestem.
#1
czy już tkwimy
w tym wiosennym zapomnieniu
wśród zapachów smaków i dotyku
oddechem zapełniamy dziury w duszy
a kwiatami zatykamy uszy
czy już odszedł
cień zimy z naszej głowy
czy już roztopiły się serca
a ze snu obudziły płuca
niech jaskółka przyszłości
zwiastuje wiosenne poranki
by każdy z nich przynosił nadzieję
#2
pragnę ucieczki jak powietrza
lecz nigdzie nie widzę krat
czasami nie mogę się poruszyć
choć nie krępują mnie łańcuchy
to tylko te spojrzenia i oddechy
uderzają we mnie jak kamienie
wszyscy są bez winy
w świecie bez kar
#3
nic nie trwa wiecznie
pośród zmienności pogody
dni i pór roku
nic nie jest wieczne
tam gdzie jutro
wypiera dziś
nic wiecznie nie pozostaje
w naszej pamięci
jeśli modlimy się o zapomnienie
#4
oni wszyscy biegną
kiedy ja chcę stać
krzyczą i rozbijają szkło
gdy szept zamiera we mnie
kwiatami zdobię ich noże
by osłodzić krew
oczami śledzę siatkę żył
pod papierową skórą
jeśli dobrze się przyjrzeć
widać tam serce
czasami bije
sobota, 7 lipca 2012
czwartek, 5 lipca 2012
you don't need a car if you have a bike.
rower był czymś o czym dyskretnie marzyłam już od zeszłego roku. czy może być coś lepszego niż wieczorne przejażdżki ze słuchawkami na uszach? rower ma jednak również praktyczne strony: wszędzie możesz dostać się znacznie szybciej niż pieszo. dostrzegałam jedynie plusy tego przedmiotu.
w zeszłym roku jednak nie udało się spełnić tego skrywanego życzenia. powody były różne, te podawane przez rodziców i te przeze mnie. nie warto jednak płakać nad rozlanym mlekiem. niemniej, na zakończenie tego roku szkolnego powiedziałam stanowczo czego oczekuję za moją roczną tyradę szkolną.
tym razem rodzice zgodzili się, bez żadnych zastrzeżeń. moja radość zdawała się nieopisana. od momentu gdy bordowo-czarny rower pojawił się na moim podwórzu niemal każdą chwilę wykorzystywałam, by gdzieś się na nim wybrać. codziennie przemierzałam te trasy, które widziałam w wyobraźni już rok temu. nieodzowne słuchawki na uszach bardzo mi te trasy umilały.
aż do dziś żyłam w świecie marzeń, idyllicznej wizji mnie i roweru. bo jak widać ta para nie ma przyszłości, a sam rower wady również ma. boleśnie przypomina mi o tym rozbite kolano, świecące czerwienią i rażące wypukłością. kochany rowerze, dlaczego?!
w zeszłym roku jednak nie udało się spełnić tego skrywanego życzenia. powody były różne, te podawane przez rodziców i te przeze mnie. nie warto jednak płakać nad rozlanym mlekiem. niemniej, na zakończenie tego roku szkolnego powiedziałam stanowczo czego oczekuję za moją roczną tyradę szkolną.
tym razem rodzice zgodzili się, bez żadnych zastrzeżeń. moja radość zdawała się nieopisana. od momentu gdy bordowo-czarny rower pojawił się na moim podwórzu niemal każdą chwilę wykorzystywałam, by gdzieś się na nim wybrać. codziennie przemierzałam te trasy, które widziałam w wyobraźni już rok temu. nieodzowne słuchawki na uszach bardzo mi te trasy umilały.
aż do dziś żyłam w świecie marzeń, idyllicznej wizji mnie i roweru. bo jak widać ta para nie ma przyszłości, a sam rower wady również ma. boleśnie przypomina mi o tym rozbite kolano, świecące czerwienią i rażące wypukłością. kochany rowerze, dlaczego?!
środa, 27 czerwca 2012
Sa takie miejsca i takie czasy, kiedy bycie nikim przynosi wiekszy zaszczyt niz bycie kims.
w trzeciej gimnazjum wychowawczyni pytała do jakiej szkoły się wybieramy. wielu uczniów z dumą mówiło "liceum", a ona z zadowoleniem zapisywała to w swoich papierach. kiedy jednak ktoś powiedział "technikum" zaczynały się pytania. dlaczego?, powinieneś walczyć o swoją przyszłość, nie marnuj swych zdolności. tak jakby tylko ludzie po liceum prezentowali coś sobą.
dlaczego tak jest? w wielu miejscach polski liceum nie jest żadnym wyznacznikiem inteligencji. ludzie idący do technikum wcale nie uczą się źle, wcale nie są zniechęceni do szkoły i nauczycieli. dlaczego więc wciąż jest gdzieś to przeświadczenie, że tylko liceum się liczy?
mówi się, że wykształcenie daje w dzisiejszych czasach możliwości zarobku, dobrej, godnej pracy. jaka jest to jednak praca? siedzenie za biurkiem i wstawanie co rano z nienawiścią na twarzy? czy nie lepiej zajmować się tym, co się kocha, nawet jeśli nie jest to uważane za dobry zawód?
jestem naiwna, tak, wiem. obecnie nie da się wykonywać zajęcia, które się kocha i mieć za co żyć. jest to chyba jednak wskazówka dla nas. coś musi być nie w porządku jeżeli musimy robić coś, czego robić nie chcemy, jeżeli robimy to z przymusu.
musimy zmienić nasze myślenie. nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy szufladkują innych ze względu na wykonywany zawód. nauczycielka, która za poniżający zawód uważa pracę na kasie w sklepie? czym różni się od osoby wykonującej ten zawód? obie uczciwie pracują by mieć za co żyć. w niczym nie jest od niej lepsza. a za taką zdaje się uważać.
proszę tylko bym za 10 lat nie obudziła się rano z myślą "nienawidzę swojego życia i tej cholernej roboty".
dlaczego tak jest? w wielu miejscach polski liceum nie jest żadnym wyznacznikiem inteligencji. ludzie idący do technikum wcale nie uczą się źle, wcale nie są zniechęceni do szkoły i nauczycieli. dlaczego więc wciąż jest gdzieś to przeświadczenie, że tylko liceum się liczy?
mówi się, że wykształcenie daje w dzisiejszych czasach możliwości zarobku, dobrej, godnej pracy. jaka jest to jednak praca? siedzenie za biurkiem i wstawanie co rano z nienawiścią na twarzy? czy nie lepiej zajmować się tym, co się kocha, nawet jeśli nie jest to uważane za dobry zawód?
jestem naiwna, tak, wiem. obecnie nie da się wykonywać zajęcia, które się kocha i mieć za co żyć. jest to chyba jednak wskazówka dla nas. coś musi być nie w porządku jeżeli musimy robić coś, czego robić nie chcemy, jeżeli robimy to z przymusu.
musimy zmienić nasze myślenie. nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy szufladkują innych ze względu na wykonywany zawód. nauczycielka, która za poniżający zawód uważa pracę na kasie w sklepie? czym różni się od osoby wykonującej ten zawód? obie uczciwie pracują by mieć za co żyć. w niczym nie jest od niej lepsza. a za taką zdaje się uważać.
proszę tylko bym za 10 lat nie obudziła się rano z myślą "nienawidzę swojego życia i tej cholernej roboty".
Noah and the Whale - L.I.F.E.G.O.E.S.O.N.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Inspiracje.

wtorek, 19 czerwca 2012
All the emptiness inside you is hard enough to fill.
ostatni czas był dla mnie pełen wyjazdów. niemcy, francja, warszawa, auschwitz. po raz pierwszy w życiu zwiedziłam tak wiele, w tak krótkim czasie. związałam z tym wiele przemyśleń, zawsze tak jest, emocje wyzwalają to we mnie. niemcy będą kojarzyć mi się teraz z ogromnymi, zielonymi przestrzeniami przecinanymi kilometrowymi drogami bez chodników czy latarń po bokach; z wielkimi słupami wysokiego napięcia.
będziemy leżeć na miękkich obłokach traw
wdychać zapach ziemi
rosa zwilży nasze policzki
maki przyozdobią włosy
nad naszymi głowami
ogromne słupy wysokiego napięcia
toną w morzu zieleni
byłam w stolicy naszego kraju po raz pierwszy. przytłaczał mnie ogrom tego miasta, ale i jego pustka. wszyscy ci ludzie spieszący dokądś. czy mają do kogo wracać?
architektura miasta niespecjalnie mnie do siebie przekonała. może jestem tradycjonalistką, ale wolę budynki z duszą, w starym stylu. dlatego urocze, francuskie kamieniczki zdecydowanie bardziej do mnie przemawiają. że już nie wspomnę o tamtejszych mostach czy kościołach.
z lęku przed wolnymi przestrzeniami
budujemy szklane wieżowce do gwiazd
w ich krystalicznej powierzchni
odbijają się nasze twarze
nierzadko puste i odpychające
iglice drapią po brzuchu chmury
a one płacząc ze śmiechu
kąpią nas w deszczu
wizyta w auschwitz dobitnie przekonała mnie, jak w dzisiejszych czasach nie szanujemy życia. żyjemy nieraz na zupełnej krawędzi śmierci i życia. sami się zabijamy. niszczymy to co jest nam pierwotnie dane. ci ludzie, umierający tam, nie mieli nawet tego. musieli walczyć nie tylko z ciemiężcami lecz również ze sobą nawzajem. o ten skrawek życia, który tlił się w oczach nielicznych.
imagine dragons- round and round
będziemy leżeć na miękkich obłokach traw
wdychać zapach ziemi
rosa zwilży nasze policzki
maki przyozdobią włosy
nad naszymi głowami
ogromne słupy wysokiego napięcia
toną w morzu zieleni
byłam w stolicy naszego kraju po raz pierwszy. przytłaczał mnie ogrom tego miasta, ale i jego pustka. wszyscy ci ludzie spieszący dokądś. czy mają do kogo wracać?
architektura miasta niespecjalnie mnie do siebie przekonała. może jestem tradycjonalistką, ale wolę budynki z duszą, w starym stylu. dlatego urocze, francuskie kamieniczki zdecydowanie bardziej do mnie przemawiają. że już nie wspomnę o tamtejszych mostach czy kościołach.
z lęku przed wolnymi przestrzeniami
budujemy szklane wieżowce do gwiazd
w ich krystalicznej powierzchni
odbijają się nasze twarze
nierzadko puste i odpychające
iglice drapią po brzuchu chmury
a one płacząc ze śmiechu
kąpią nas w deszczu
wizyta w auschwitz dobitnie przekonała mnie, jak w dzisiejszych czasach nie szanujemy życia. żyjemy nieraz na zupełnej krawędzi śmierci i życia. sami się zabijamy. niszczymy to co jest nam pierwotnie dane. ci ludzie, umierający tam, nie mieli nawet tego. musieli walczyć nie tylko z ciemiężcami lecz również ze sobą nawzajem. o ten skrawek życia, który tlił się w oczach nielicznych.
imagine dragons- round and round
Subskrybuj:
Posty (Atom)















