piątek, 25 maja 2012

póki oddycham, nie trace nadziei.

coraz dłużej jest teraz jasno i ciepło. słońce robi z niebem co mu się podoba, barwi je na fiolet, róż, złoto. to takie piękne. iść z głową zadartą wysoko do góry i patrzeć na kołujące ptaki. ciekawe jak to jest wzbić się tak wysoko, ponad głowami i dachami, dziesiątki metrów od kwiatów i traw. musi to być niesamowite uczucie, ale też przynosić z sobą bezdenną samotność.

a czas tak szybko leci. jeszcze niedawno szłam na rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej klasie, a niedługo zakończenie trzeciej. co się zmieniło przez te lata? chciałabym powiedzieć, że zmieniłam się ja. nie wiem, czy to zmiana na lepsze. sama pewnie nie rozsądzę tego we właściwy sposób. ale ludzie, których poznałam przez ten czas, wiem że nigdy ich nie zapomnę.

o to chodzi prawda? pamięta się momenty, emocje, chwile. kontekst kilku sekund. dni, godziny, tygodnie czy miesiące gdzieś znikają. w końcu przecież i tak pamięta się to, co było dobre. i ja też chcę pamiętać beztroski śmiech, pisanie smsów przez pół nocy, zaczytywanie się w kolejnych powieściach, wyjazd nad morze, imprezy, taniec na boisku, tegoroczną wigilijkę klasową, przerwy między lekcjami kiedy siedzieliśmy razem żartując z głupot. ta beztroska nie może się skończyć, w moim sercu będzie trwać.

#1
głęboko w sercu trzymać
zapach deszczu
powiew letniego wiatru
śmiech smak czekolady
każdy pierwszy raz
horyzont nad morzem
i kołującą mewę
temperaturę łez nad ranem
dłoń w cudzej dłoni
smak ust
bukiet kwiatów
najgłębiej w sercu ból
by doceniać szczęście  

 
#2
na koniec będziemy się śmiać
aż pociekną nam łzy
inne niż te zdmuchiwane przez wiatr
wchłaniane przez
deszcz
słodsze niż nicość naszych łóżek
pustka naszych głów
będziemy się śmiać
aż zabraknie nam tchu
bo to już koniec
nie ma się czego bać
krzyk wyzwoli nasze serca
wieczorami będziemy żałować przeszłości
i wspominać stare łzy
 


#3
gdybyśmy byli gwiazdami na niebie
codziennie spadałyby nas tysiące
wśród deszczu i rosy
odbijałby się nasz blask
zbyt jaskrawy za dnia
nocą pieści jasnością
przeczesuje włosy i całuje w nos
jako gwiazdy mrugalibyśmy
do dzieci na dole
by wytrwały w świecie
bez marzeń


david shurr - ready


środa, 16 maja 2012

i'm not brave any more, darling.

budzisz się codziennie rano i wstajesz z łóżka. czasami je ścielisz, czasami nie. wyglądasz za okno i popijasz kawę/herbatę by odegnać resztki snu, które i tak snują się za tobą przez cały dzień. o czym myślisz jedząc śniadanie? a może nie lubisz jeść rano? już się tego nie dowiem.
idziesz do pracy/szkoły. mijasz dziesiątki ludzi, każdego dnia. czy myślisz nad tym gdzie zmierzają? czy mają gdzie pójść i po co tam idą? trzymają ręce w kieszeniach, wzrok wlepiony w chodnik lub jakiś niejasny punkt przed nimi, ze słuchawkami na uszach lub bez. idą. bo stworzyli ich z nogami i potrzebą zdobywania więc nie sprzeciwiają się temu.
parę godzin w środku dnia. tkwisz przy biurku wyglądając wciąż za okno. pada czy świeci słońce? dużo zieleni na zewnątrz, a może szary kamień kolejnego budynku? wykonujesz swoje codzienne obowiązki, ze szczątkowym zainteresowaniem, każdego kolejnego dnia. zastanawiasz się, co będziesz robić po powrocie do domu, wieczorem, w weekend. snujesz plany na przyszłość, której nie da się przewidzieć, lecz ty wciąż to robisz. zapisujesz scenariusze na kilka dni do przodu, czasem dalej. byle przeżyć te kilkanaście minut do przerwy na lunch/przerwy między matematyką i polskim.
pozdrawiasz mijanych znajomych. jacy oni radośni, uśmiechnięci. z czego się tak cieszą? ich życia są tak proste i nieskomplikowane. w głowie przeklinasz swój własny bałagan.
popołudnia mijają szybko. kilka godzin odpoczynku zapełniasz czymkolwiek i wieczorem myślisz, co robiłeś przez cały dzień. co zrobisz jutro? dzisiaj już prawie przeżyłeś.
kiedy bierzesz prysznic starasz się zmyć z siebie ten dzień. niech jego resztki znikną w kanale, odejdą w zapomnienie. bo i co zdarzyło się dziś szczególnego? zapewne nic odpowiesz, ale poczekaj chwilę.
obudziłeś się rano. to już coś, nie odszedłeś samotnie we śnie. wypiłeś kawę/herbatę, zjadłeś śniadanie. dbałeś o siebie za pieniądze, które zarabiasz swoja pracą/troską twych rodziców. bezpiecznie dotarłeś do pracy/szkoły i zniosłeś ten dzień. nie ważne jak ciężki czy męczący byłby. jutro może być lekkie i rześkie.
a nocą gapisz się w sufit. myśląc, co będzie jutro.

czwartek, 10 maja 2012

destroy everything you touch.

niszczyć wszystko co tylko ma się w zasięgu wzroku. związki, przedmioty, relacje. poddawać wszystko suchej ocenie i unicestwiać. czasami kiedy jestem zmęczona i oczy zamykają mi się same, zastanawiam się dlaczego serce tak szybko mi bije. co jest powodem strachu czy zdenerwowania. kolejny sen, kolejny koszmar? a może to świat jest koszmarem?

lubię kiedy przyroda budzi się do życia, robi się zielono i ciepło. wtedy jakoś łatwiej się uśmiechać i ignorować to, co się nie udaje. małe kwiatki na drzewach są takie piękne. szkoda, że są tylko stanem przejściowym przed zawiązaniem owocu. ale to tak, jak bycie nastolatkiem, prawda? to tylko okres przejściowy przez byciem dorosłym. nikt jednak nie gwarantuje, że wyrośnie z nas piękny, soczysty owoc.

ostatnio gdy stałam na światłach, na przejściu dla pieszych, po drugiej stronie ulicy dwie dziewczyny trzymały się za ręce. może to wina małomiasteczkowości, ale od razu zastanowiłam się czy są razem. ładnie wyglądały, były takie radosne. pomyślałam, że chciałabym żeby okazało się, że są parą. to byłoby pokrzepiające, wiedzieć, że gdzieś ktoś jest szczęśliwy w związku. choć jest kilka udanych wokół mnie, to wciąż wydaje się, że większość jest bezwartościowa. w tym świecie pełnym nienawiści i cielesności, ja chciałabym po prostu się zakochać. bez pamięci, w całkowicie niewinny i dziecinny sposób. ale nie rozglądam się. wolę nie patrzeć na boki. bo czasami kiedy wypatruje się czegoś, coś innego przechodzi nam koło nosa.

#1
może tak ma być
że jest ciężej zamiast lżej
rany otwierają się zamiast goić
serce zamienia w kamień
zamiast słać kocham w świat
łóżko staje się niewygodne 
a nasze ręce obce
deszcz zaczyna kapać nam z oczu
żywimy się duchami obietnic

może tak ma być
że już nie wiadomo co to miłość
a wszyscy mówią za dużo

#2
błogosław twe oczy
które dały poznać ci
smutek i radość
wychwalaj uszy
dzięki którym znasz dźwięk
śmiechu i płaczu
kochaj ręce
one pokazują ci
przemoc i delikatność
uwielbiaj skórę i kości
które chronią twe wnętrze
i krew wrzącą w żyłach
nie dającą ci przejść obojętnie
obok życia

#3
pozornym odbiciem
oświetlamy wnętrza
uciekamy od pustych przestrzeni
naszych ciał
w naszych głowach
nie ma przywiązania emocji
krew wyparowała 
a kości strawił strach
teraz na nowo
wprawiamy obiegi w ruch
bo chcemy trwać żyć
pomimo huraganów suszy i powodzi

pozdrawiam.

vampire weekend- run

czwartek, 5 kwietnia 2012

Under the green umbrella trees, in the middle of summer.

deszczowe dni mieszają się z tymi pełnymi słońca i ciepła. śnieg wygląda zza rogu, zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. choć niemalże nikt już jej tutaj nie chce, ona walczy resztkami swoich mroźnych podmuchów. pączki na drzewach i krzewach napełniają serce wiarą na rychłe zwycięstwo wiosny. czekam. marzę o dniach pełnych ciepła i słońca kładącego się na moich ścianach. niech razi, niech oślepia. niech ogrzewa skostniałe po zimie serce.

lubię tak sobie siedzieć w ciepłe dni nad stawem. słońce przegląda się w wodzie, rozlewając złoto na jej powierzchni. drzewa odbijają się w spokojnej tafli, wygląda to jak drugi świat pod spodem. jest tak cicho, tylko ptaki śpiewają, a wędkarze łowią ryby. można usiąść na ławce lub trawie i z zamkniętymi oczami chłonąć to, co wkoło. miło byłoby czasami usiąść tam z kimś, kto wzbogaci ten widok sobą. chociaż tej osoby, z którą tam bywam nie zamieniłabym na inną.

jest coś magicznego, romantycznego w tradycyjnych listach. lubię patrzeć na charakter pisma, na kształt liter i długość zdań. w takich listach widać emocje, uczucia. nie zastąpi tego żaden elektroniczny sposób komunikacji.

połowa połowy ciebie
lśni bardziej niż cała ja.
boję się, że pewnego dnia,
obudzę się wypalona.
to ty zabrałeś 
te gwiazdy z wnętrza mnie,
ten pył z mych oczu.
ty rozjaśniłeś widzenie
niszcząc magię wokół.    

the black keys- these days 

sobota, 31 marca 2012

serce daremnie chce zrozumiec, gdzie nie ma nic do rozumienia.

napisałam kiedyś, że rzadko robię to, co jest dla mnie dobre. dziś wiem, że tak jest na pewno. dlaczego? obiecałam sobie, że będę tutaj pisać, a jak widać nie robiłam tego. mam nadzieję na zmianę.

trochę się działo przez czas kiedy nie trafiałam tutaj. dużo myślę nad wyborem szkoły, powodami by tkwić tam gdzie jestem, a tymi by odciąć się od tego raz na zawsze. plusy równoważą się z minusami, a w dodatku ciągle przybywa i jednych, i drugich. kto wymyślił, że o swej przyszłości mamy decydować kiedy nie wiemy zupełnie nic? kolejny raz opanowuje mnie melancholia gdy widzę dzieci bawiące się beztrosko. dla nich świat jest tak prosty, nieskomplikowany. czasami zazdroszczę im tej czystości krystalicznych myśli.

przez cały czas przesiewam emocje, dzieląc je na ważne i te bez znaczenia. nie wychodzi mi z tego nic, bo zamiast myśleć o nauce, myślę o wszystkim. nie powinnam, wiem. ale nie umiem nie myśleć.

ostatnie dwa dni były bardzo miłe. wczoraj czytałam dzieciom bajki w bibliotece na "nocy andersena", dziś byłam na zakupach i w kinie. było sielsko niczym w filmie familijnym. miło. to takie przyjazne słowo. ciepłe pomimo, że nie ma dna i granic.

zaczytuję się w poezji staffa, później zamierzam wziąć się za jakieś polskie poetki. to zmiana, bo do tej pory nie lubiłam czytałać poezji. czułam, że nie jestem na nią dość mądra, że nie rozumiem tych lotnych fraz i zdań wielokrotnie złożonych. tak naprawdę, poezja jest dla każdego. tylko ty decydujesz o sposobie w jaki ją rozumiesz, o tym jak odczytasz ją w odniesieniu do samego siebie. zrozumienie jest w tobie, a nie w szkolnej analizie.

Most

Nie wierzyłem
Stojąc nad brzegiem rzeki,
Która była szeroka i rwista,
Że przejdę ten most,
Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny
Powiązanej łykiem.
Szedłem lekko jak motyl
I ciężko jak słoń,
Szedłem pewnie jak tancerz
I chwiejnie jak ślepiec.
Nie wierzyłem, że przejdę ten most,
I gdy stoję już na drugim brzegu,
Nie wierzę, że go przeszedłem.
 

-Leopold Staff

the black keys- never give you up